Ułatwienia dostępu

Katedra Zarządzania Międzynarodowego i Logistyki

Beata chudzicka, Portugalia, Zarządzanie Międzynarodowe

Beata chudzicka, Portugalia, Zarządzanie Międzynarodowe

1. W jakim kraju i mieście odbywasz/odbywałeś(-aś) Erasmus lub staż i jak długo trwa/ trwał Twój wyjazd?

Jestem w Portugalii, w Porto. Przyjechałam 5-tego lutego, mój wyjazd potrwa do połowy lipca (łącznie prawie 6 miesięcy).

2. Jak oceniasz swoją uczelnię lub firmę goszczącą?

Moja uczelnia to ISAG (Higher Institute of Administration and Management). Semestr rozpoczął się 9-tego lutego, sesja egzaminacyjna potrwa do końca czerwca. Uczelnia jest bardzo kameralna: łącznie na jej terenie znajduje się 15 sal zajęciowych i duża aula znajdująca się na parterze budynku. Jest też biblioteka, stołówka, kącik z kanapami i taras z widokiem na teren zielony wokół uczelni. Na kampusie mieście się również hotel studencki. Sale są wyposażone we wszystkie niezbędne sprzęty multimedialne. Uniwersytet mieści się około godziny od mojego mieszkania, pół godziny jeśli wybierze się metro. Jego zaletą jest to, że jest dość blisko oceanu, więc po zajęciach można iść bezpośrednio na plażę, jednak tym samym znajduje się daleko od centrum Porto.

Miałam całkiem duży wybór przedmiotów, wszystkie są prowadzone w języku angielskim, każdy z przedmiotów ma po 6 punktów ECTS. Prowadzony jest także darmowy kurs języka portugalskiego, za który można dostać 4 punkty ECTS. 

Zajęcia prowadzone są w sposób praktyczny, zapraszani są goście, specjaliści w dziedzinie. Z mojego doświadczenia wynika, że w Portugalii komunikacja mailowa z wykładowcami bywa mniej regularna niż w Polsce. W przypadku jednej z prowadzących odpowiedzi na pytania pojawiają się po dłuższym czasie, jednak pozostali prowadzący są w stałym kontakcie ze studentami.  Zaliczenie przedmiotów może odbywać się w dwojaki sposób: można albo napisać jeden egzamin na koniec semestru (final evaluation), który liczy się jako 100% oceny (wówczas nie trzeba chodzić na zajęcia) albo brać udział w zajęciach, robić zadania w grupach (continuos evaluation) i napisać egzamin na koniec semestru liczony jako 30% oceny końcowej. 

Atmosfera na zajęciach jest dość chaotyczna, studenci wchodzą w połowie zajęć (nawet nie w ciągu kwadransu, ale nawet po 30 minutach czy po godzinie, a to i tak całkiem szybko w porównaniu do Portugalskich studentów, z tego co mówili Prowadzący), dyskutują między sobą na głos, wykładowcy próbują przywoływać ich uwagę jednak wygląda to trochę jak na lekcji w szkole, nie na uczelni wyższej. Obecność ewidencjonowana jest poprzez odbijanie karty na panelu przy drzwiach, ale nie jest to standard na każdej uczelni w Porto. Byłam często sfrustrowana i zawiedziona pracą w grupach. Na wszystkich przedmiotach spotkałam się z olewczym podejściem („kopiuj/wklej z AI i jakoś to będzie”) i ignorowaniem ustalonych odpowiedzialności czy przerzucanie ich na pozostałych członków. W porównaniu do zajęć w Korei Południowej w poprzednim semestrze (skupienie na zajęciach, zaangażowanie ze strony wszystkich członków zespołu) jest to niebo a ziemia. Plusem uczelni jest to, że organizowane są na niej wydarzenia (Smakowanie Wina, Serralves em Festa, Primavera Sound Porto), w których przebieg studenci mogą się zaangażować poprzez zbieranie odpowiedzi w ankiecie satysfakcji. Dla niektórych studentów jest to również obowiązkowy element zaliczenia przedmiotów. Na początku semestru odbyła się również impreza studencka dla społeczności ISAG, jednak nie brałam w niej udziału. 

Ogólnie studiowanie jest tutaj przyjemne – wykładowcy są nastawieni przyjaźnie, zaliczenia nie są szczególnie trudne, jednak nieco męczy mnie mało zorganizowana formuła i atmosfera zajęć. Moja ogólna ocena to 8/10.

3. Co daje/dał Ci ten wyjazd – w nauce, pracy, ale też w życiu osobistym?

Ludzie bardzo dbają o zachowanie balansu między pracą a życiem prywatnym i pilnują swoich dni wolnych. Zdziwiło mnie, że zamiast wolnego Poniedziałku Wielkanocnego wiele miejsc jest zamkniętych w Wielki Piątek i Wielką Sobotę. Sklepy, usługi kurierskie, a nawet niektóre autobusy (które nawet na co dzień czasem mają problemy z poprawnym kursowaniem) – wszystko zwalnia lub staje. Jest to coś czego moim zdaniem można by się od nich uczyć, by bardziej cieszyć się życiem a nie tylko gonić za pracą. Poznałam ponadto wiele osób, z którymi mam nadzieję utrzymać kontakt również po zakończeniu naszego czasu w Porto.

Ponadto udało mi się dokończyć pisanie mojej pracy dyplomowej z czego jestem ogromnie dumna.

4. Jakie są/były Twoje największe pozytywne doświadczenia?

Zaplanowałam, że ta wymiana będzie okazją do aktywnego odpoczynku, wyjazdów, poznania nowych ludzi, uczestniczenia w życiu studenckim i czasem na dokończenie pisania mojej pracy dyplomowej. Bardzo lubię po prostu przechadzać się ulicami miasta i obserwować jak toczy się tu życie. Wszystko jest bardziej żywe, chaotyczne, radosne. Czuję, że lepiej pasuję do tutejszej kultury niż w przypadku Korei (tam fakt, że jestem obcokrajowcem był widoczny na pierwszy rzut oka i czasem nie pozwalało mi to na pełne czerpanie z wyjazdu – zdarzały się momenty kiedy byłam traktowana jako lokalna ciekawostka). Więcej jest również zaangażowania ze strony organizacji studenckich i pozauczelnianych- AEISAG, Erasmus Students Network (ESN), Erasmus Experience, Erasmus Life Porto (ELP), grupy do gier planszowych czy wycieczek krajoznawczych, które ułatwiają i urozmaicają życie studentom. Aby brać udział w  wydarzeniach ESN (imprezy, wyjazdy, warsztaty) należy wyrobić kartę członka w biurze ESN. Poszłąm tam drugiego dnia po przyjeździe i zostałam powitana tak ciepło, jakbym nie byłą kimś kogo wolontariusze widzą pierwszy raz w życiu, ale jakbym byłą ich dobrym przyjacielem. W tym dniu poznałam dużą część ludzi, z którymi nadal trzymam kontakt.

Bardzo żywe i troskliwie pielęgnowane są tutaj zwyczaje i tradycje uczelniane. Studenci pierwszoroczni mogą dołączyć do aktywności studenckich (Praxe), które pomagają nawiązywać przyjaźnie między młodymi studentami. Na trzecim roku ci, którzy wytrwali w tych aktywnościach biorą udział w uroczystym wręczeniu kapeluszy i lasek symbolizujących bycie seniorem.  Największy festiwal studencki Queima des Fitas (Palenie wstążek), który odbywał się między 02.05 a 09.05 zupełnie zmienia sposób działania miasta na cały tydzień. Linie metra jeżdżą całą noc (zamiast tylko do 2 w nocy) aby studenci mogli bezproblemowo wrócić do domów w dowolnym momencie. W dniu Cortejos (parada wszystkich uczelni – jest ich prawie 30 w samym Porto) zatrzymywany jest ruch przy największej stacji metra w Porto aby parada mogła przejść spokojnie (między godziną 13:00 a 21:00 bez przerwy). Niektóre uczelnie, w tym ISAG, odwołują zajęcia na ten tydzień by ułatwić studentom świętowanie. Wszystkie te celebracje uświadomiły mi, jak bardzo brakuje mi czegoś takiego w Polsce. Dlatego tym bardziej będę pielęgnować wspomnienia o nich.

Jednym z oczywistych pozytywnych doświadczeń jest kontakt z nowymi ludźmi. Nadal otaczam się głównie studentami międzynarodowymi, ale mam zdecydowanie więcej kontaktu z Portugalczykami.

Jestem również zadowolona z opcji wycieczek poza Portugalię kontynentalną z uwagi na niższe ceny biletów lotniczych na Maderę, do Maroka, czy Hiszpanii.

Na Maderze byliśmy w marcu z uwagi na bardzo atrakcyjne ceny biletów lotniczych. Pogoda jednak niezbyt dopisała i większość wyjazdu lało jak z cebra. Nie zrezygnowaliśmy jednak z wycieczek pieszych po szlakach. To była moja wielka przygoda w takich warunkach, Widoki były jednak warte wysiłku i niewygody.

Tygodniowy wyjazd do Maroka zrealizowaliśmy w połowie kwietnia. Tutaj pogoda była idealna. Odwiedziliśmy Marrakesz, Rabat, Casablankę i Tanger. Kolory, zapachy, ludzie, jedzenie, architektura, kultura… To wszystko było niesamowitym doświadczeniem. Nie obyło się oczywiście bez prób oszustwa i innych problemów po drodze, ale ogólnie jestem bardzo zadowolona z decyzji o tym wyjeździe i ile udało się w jego trakcie zobaczyć, gdyż nie widzę siebie wracającej więcej razy do Afryki.

Do Hiszpanii (Sewilla, Malaga, Walencja) planujemy jechać po sesji egzaminacyjnej na koniec czerwca.

Moi znajomi odwiedzili również Francję, Włochy, Niemcy, Belgię czy Szwajcarię. 

5. Czy pojawiły się trudniejsze momenty? Jeśli tak, jak sobie z nimi radzisz/radziłeś(-aś)?

Dla mnie, jako osoby zorganizowanej, lubiącej planowanie zadań na dany dzień i dotrzymywanie terminów najtrudniejsze jest to, że tutaj ludzie zupełnie inaczej postrzegają czas. Można się umówić z kimś na daną godzinę, ale domyślne jest przybycie z opóźnieniem (od 15 minut nawet do godziny, w zależności od okazji) i nie jest to uznane za brak szacunku czy coś niegrzecznego. Z tym nie mogę sobie poradzić do tej pory. Od pewnego czasu sama zaczęłam przybywać na spotkania później niż na umówioną godzinę żeby dopasować się do spodziewanego spóźnienia, ale… w większości przypadków i tak muszę czekać. 

Drugim trudnym dla mnie aspektem jest niemal zupełne wykluczenie warzyw z diety Portugalczyków. Ciekawostką było dla mnie również bardzo popularne łączenie w jednym daniu ryżu białego i frytek.  Sztandarowa potrawa – Franchezhina – składa się z dwóch kawałków chleba, trzech różnych rodzajów mięsa, sera, frytek, jajka i sosu (jest tak popularny, że sprzedawany jest również jako samodzielny produkt). Podobnie rzecz wygląda w stołówkach studenckich, które czasem odwiedzałam na początku semestru, ale przez minimalną ilość błonnika i kolorów (w większości posiłków przeważał kolor beżowo-beżowy) przestałam jeść na mieście i preferuje gotowanie w domu. Jedzenie na mieście dodatkowo jest bardzo drogie w porównaniu do tego do czego przyzwyczaiłam się w Korei.

Ciężko też znaleźć niektóre produkty, które bez problemu można dostać w Polsce. Można zapomnieć na przykład o twarogu, świeżym mleku z lodówki, mieszankach przypraw i naszych słodyczach (Jeżyki, Ptasie Mleczko). Nie widziałam też kaszy manny, gryczanej i jaglanej, zup i sosów takich, które mamy w Polsce. Z jakiegoś powodu brakuje mi ich tutaj bardziej niż w Korei. Na półkach znajdziemy za to parówki w puszce, dżem z pomidorów czy chleb tostowy bez skórki.

Na szczęście w tej kwestii pomocny jest sklep słowiański – byłam w nim tuż przed Świętami Wielkanocnymi żeby zaopatrzyć się w produkty na tradycyjny świąteczny obiad. 

Przykro patrzy się na niektóre ulice – przepełnione kosze na śmieci, walające się odpadki rozgrzebane przez mewy, ludzie nie sprzątający po swoich pupilach, na chodnikach mnóstwo niedopałków, zaniedbane kamienice. Do tej pory byłam jeszcze tylko w Coimbrze i w Lizbonie więc nie mam zbyt wielu miast do porównania, jednak według moich obserwacji w tych dwóch miastach stan ulic jest zdecydowanie lepszy w porównaniu do Porto.

Transport między miastami jest bardzo tani jeśli kupuje się bilety wystarczająco wcześniej przed wyjazdem. Mniej podoba mi się kwestia biletów jednorazowych po mieście – bilety liczą się między strefami a nie na czas, przez co płaci się na przykład 2 euro, na przejazd przez cztery strefy, ale rzadko wykorzystuje się w pełni czas biletu, na którym się jedzie. Ceny są takie same dla wszystkich, niezależnie od tego czy jest się studentem czy nie. Można wykupić kartę Andante za 40 € na wszystkie strefy na miesiąc. Osobiście zdecydowałam się na tą opcję dopiero w maju, gdyż nie korzystam zbyt często z metra i autobusów a wszędzie gdzie potrzebowałam, byłam w stanie dość pieszo. W porównaniu do cen biletów w Krakowie, nawet mimo ostatnich podwyżek, ceny te są dla mnie zupełnie nie do zaakceptowania. Studenci do 23. roku życia mają darmową kartę Andante. Niestety ja już się nie kwalifikowałam aby skorzystać z tej opcji. 

Kiedy przyjechałam tutaj w lutym temperatura wynosiła około 12 stopni co w porównaniu z około minus 10 w Polsce była ogromną różnicą – bez problemu mogłam chodzić w cienkiej kurtce albo nawet tylko bluzie na uczelnię czy do sklepu. Problemem jednak było to, że wewnątrz temperatura była niekiedy niższa niż na zewnątrz a pokój był ogrzewany tylko małym grzejnikiem elektrycznym. Na szczęście mój pokój jest wewnętrzny, to znaczy nie ma bezpośredniego dostępu do okna (aby wpuścić świeże powietrze muszę otworzyć drzwi tarasowe do salonu, który ma bezpośredni dostęp do okna zewnętrznego). Ironicznie uratowało mnie to, ponieważ dzięki temu ciepło było lepiej zatrzymywane (mam nadzieję, że będzie tak samo utrzymywał chłód kiedy przyjdzie fala gorąca). Słyszałam jednak historie od studentów, którzy musieli kupować albo wypożyczać dodatkowe grzejniki aby przetrwać okres od lutego do początku kwietnia. 

Bardzo zawiodłam się również pogodą, ponieważ przez cały pierwszy miesiąc pobytu tutaj padało niemal codziennie i bez parasolki nie dało się wyjść z domu. Nawet w tym momencie, w połowie maja, kiedy można by się spodziewać przepięknej aury, pada i jest zimniej niż w Polsce. 

6. Co najbardziej podoba Ci się/podobało w kulturze i codziennym życiu w tym miejscu?

Mimo, że jestem osobą przejmującą się szczegółami kiedy coś nie idzie po mojej myśli to bardzo doceniam obecną tutaj kulturę spokojnego, luźnego życia i nie martwienia się o nic za nadto. Jest bardzo dużo wydarzeń miejskich otwartych dla ludzi – festiwal kwiatów, karnawał, Sao Joao (ogromne święto na świętego Jana przy rzece), dni pochodzenia Brazylii, Dzień Kobiet z połączony z promocją kwiatów kamelii w pałacu De Bolsa. Uwielbiam to, że jest tu bardzo dużo otwartych ogrodów w mieście, do których można po prostu pójść i zrobić sobie piknik, posiedzieć, obejrzeć zachód słońca ze znajomymi. Ludzie cenią  sobie swój spokój, ale nie wahają się okazać wsparcia i żywo interesują się jeżeli ktoś potrzebuje pomocy. Na początku semestru miałam sytuację w sklepie, że tuż ponownym wejściu do sklepu, ponieważ wróciłam po jedną rzecz, poślizgnęłam się i rozbiłam świeżo kupione wiaderko jogurtu. Kilka osób do mnie podeszło i zapytało czy wszystko w porządku a pani pracująca przy kasie powiedziała żebym się absolutnie tym nie przejmowała i kazała po prostu wziąć nowe opakowanie. Kocham jak życzliwi są ludzie tutaj.

Ogromnie się cieszę jak wielu ludzi mówi po angielsku i to nie tylko osoby młode, pracownicy korporacji, wykładowcy na uczelni, ale także osoby starsze w sklepie czy przypadkowo poproszone o pomoc na ulicy. Podjęłam się nauki portugalskiego jednak w codziennym funkcjonowaniu to, że mogę użyć angielskiego bardzo ułatwia sprawę. 

7. Jakie umiejętności (językowe, zawodowe, społeczne) rozwijasz/rozwinąłeś(-aś) podczas wyjazdu?

Nauczyłam się być bardziej samodzielna, ale jednocześnie otwarta na ludzi. Zdecydowanie częściej brałam udział w imprezach, wydarzeniach czy warsztatach studenckich. To otworzyło mi możliwość poznania nowych ludzi i oderwania się od kurczowego trzymania się tylko jednej grupy osób.

8. Czy uważasz, że ten wyjazd zmienia/zmienił Twoje podejście do studiowania, pracy albo planów zawodowych?

Po powrocie planuję podjąć jeszcze zagraniczny staż w ramach programu Erasmus i rozmowy z kilkoma osobami pozwoliły mi skierować wzrok kraje, których wcześniej nie brałam pod uwagę.  Z negatywnych rzeczy zostałam nieco zniechęcona do pracy grupowej nad projektami przez częste problemy z wywiązywaniem się z obowiązków przez ludzi, z którymi pracowałam w zespołach. Liczę że będzie to dla mnie nauka żeby w przyszłości być bardziej świadoma różnic w podejściu do zarządzania czasem i zadaniami jakie występuje u przedstawicieli różnych krajów lub kultur pracy.

9. Jakie rady dał(a)byś studentom, którzy dopiero planują swój wyjazd?

Porto nie bez przyczyny zostało uznane za najlepszą destynację na Erasmus w roku 2024.

Osobiście przebywam teraz na semestrze letnim więc bardzo polecam, bo będzie o wiele więcej wydarzeń i ten okres zimowy jest chyba łatwiejszy do przeżycia – trzeba tylko przeżyć do połowy marca a potem już jest w porządku.

Piękne widoki, bardzo pozytywne miejsce, kochani ludzie. Jeśli bierzecie pod uwagę Portugalię i wahacie się co do miasta to z własnego doświadczenia i z opowieści ludzi, Porto jest o bardziej sympatyczne niż Lizbona (ludzie, jedzenie, niższe ceny wynajmu).

Jeśli jeszcze się zastanawiacie to koniecznie przyjedźcie.

Tylko pamiętajcie żeby wziąć sobie całą apteczkę leków – ciągle ktoś tutaj choruje a leki (wszelkie, od przeciwbólowych, przez tabletki na gardło na sprayach kończąc) suplementy diety, prebiotyki, elektrolity są strasznie drogie w porównaniu do Polski. 

10. Czy polecasz Erasmusa lub staż innym? Dlaczego warto? 😊

Tak, tak, tak! Kiedy okazało się że miałam jednak możliwość przedłużenia pobytu w Korei byłam zdruzgotana, bo w tamtym momencie miałam już zarezerwowane mieszkanie więc już nie mogłam się wycofać. Kiedy uświadomiłam sobie, że druga osoba z UEK, która miała ze mną przyjechać do uczelni goszczącej jednak zmieniła plany, przeszła mnie myśl żeby zrezygnować, bo jak to tak zupełnie samemu jechać. Cieszę się, że jednak zostałam przy swoich planach, bo nawet w Korei większość czasu spędzałam z moimi międzynarodowymi znajomymi więc miałam nadzieję, że i tu będzie tak samo. Na szczęście się nie pomyliłam (chociaż Polaków, również tych studiujących na UEK poznałam tutaj bardzo dużo więc na brak swoich ludzi też nie narzekam).

W porównaniu do Korei ilość dokumentów, które należy przygotować jest zdecydowanie mniejsza, głównie z uwagi na brak konieczności wyrabiania wizy, czy problemów z ubezpieczeniem, co ułatwia sprawę i nie powoduje aż tyle stresu. Czasami tylko czas oczekiwania na odpowiedź na maila był wydłużony.

Jest to dla mnie niepojęte jak szybko minęły prawie cztery miesiące mojego pobytu tutaj. Mam jeszcze bardzo dużo rzeczy do zobaczenia więc mam nadzieję, że zdążę ze wszystkim. 

Porto bardzo polecam jako destynację na Erasmusa szczególnie studentom z licencjatu, bo można tutaj poczuć takim młodzieńczy, typowo studencki klimat.

Beata Chudzicka, studentka Zarządzania Międzynarodowego 2024-2026