Wymianę Erasmus spędziłem w Lizbonie podczas semestru letniego na pierwszym roku studiów magisterskich. W stolicy Portugalii mieszkałem od końca stycznia do początku lipca studiując na ISCTE Business School. Ta uczelnia jest na pewno świetnym wyborem dla każdego kto uważa, że wymiana to przede wszystkim czas spędzony aktywnie poza uniwersytetem.
Zajęcia, które wybrałem stały na solidnym jednak bardzo humanitarnym (zaliczeniowo) poziomie. Większość przedmiotów opierała się na pracy w grupie, a plan ułożono na tyle elastycznie, że na uczelni musiałem pojawiać się zaledwie przez 2 lub 3 dni w tygodniu. Wykładowcy byli profesjonalni, zwykle prowadzili interaktywne, interesujące zajęcia i z mojego punktu widzenia zapobiegli ewentualnemu stresowi związanemu z zaliczeniami. Wszyscy pracownicy uczelni byli niezwykle pomocni oraz nie mieli kłopotów z rozmową w języku angielskim. Również jeżeli chodzi o formalności związane z wyjazdem i kontakt z biurem międzynarodowym wszystko przebiegało sprawnie. Spośród najistotniejszych praktycznych informacji o uczelni mogę wymienić również jej świetne skomunikowanie z centrum miasta (komunikacja miejska jest darmowa dla studentów do 23 roku życia) oraz kawiarnie/stołówki na jej terenie z pełnymi obiadami w cenie 3 euro.
Portugalię odwiedzałem wcześniej kilkukrotnie i mając już w pamięci wiele świetnych lokalizacji wybrałem Lizbonę, która skupia je wokół siebie. Stolica, co nie jest zaskoczeniem, oferuje rozbudowaną i tanią siatkę połączeń właściwie z całym Półwyspem Iberyjskim. Podczas tych kilku miesięcy wraz ze znajomymi zwiedziłem kilkadziesiąt naprawdę wyjątkowych miast i miasteczek oraz spędziłem czas na plażach w różnych częściach kraju. Dzięki tanim lotom i ilości wolnego czasu odwiedziłem również kilka miejsc w Maroku oraz Hiszpanii.
W Lizbonie uwagę na pewno zwracają wszechobecne, niezwykle zadbane, wypełnione ludźmi parki. Mieszkańcy często spędzają w nich czas organizując pikniki lub pijąc kawę w znajdujących się w pobliżu kioskach (forma małej zewnętrznej kawiarni/baru). W trakcie kilku miesięcy spędzałem wolny czas przede wszystkim próbując maksymalnie zaadaptować styl życia Portugalczyków, obracając się jednak głównie wokół studentów międzynarodowych. Infrastruktura miejska daje mnóstwo możliwości, wśród których mogę wymienić świetne życie nocne w dzielnicy Bairro Alto, liczne trasy spacerowo-biegowe z aktywnie działającymi „run clubami”, bogatą lokalną kuchnię, tanie i popularne lekcje surfingu oraz punkty widokowe na wzgórzach, gdzie spędzaliśmy najprawdopodobniej większość z ciepłych wieczorów w Lizbonie. Ponieważ zajęcia nie zabierały więcej niż 2-3 dni w tygodniu, Erasmus dał mi również szansę na zdobycie nowego doświadczenia zawodowego za granicą oraz poszerzenie sieci kontaktów. Kilku znajomych również zdecydowało się pracować podczas wymiany, więc przy odpowiednim ułożeniu planu zajęć jest to możliwe do połączenia przy jednoczesnym korzystaniu w pełni z wymiany.
Oczywiście podróże, czas na plaży czy zaadaptowanie nowego delikatnie „luźniejszego” stylu życia są dla większości jednym z najprzyjemniejszych i najbardziej namacalnych korzyści mieszkania w Portugalii, jednak zdecydowanie największą wartością byli poznawani ludzie (przede wszystkim Erasmusi). Jako że 4 czy 5 miesięcy to krótki czas i studenci zdają sobie sprawę z jego znaczenia, to nawiązywanie kontaktów jest znacznie łatwiejsze i naturalnie staje się najlepszą częścią wymiany. Jest to okazja do spotkania ludzi z większości kontynentów i wyjścia ze strefy komfortu, którą być może wiele osób jest otoczonych w Polsce. Z poznanymi ludźmi podczas wymiany widziałem się prawie każdego dnia podróżując, oglądając mecz, spotykając się na Bairro Alto czy ucząc się surfować. Widząc się tak często, w tak dobrej atmosferze, relacje buduje się bez niepotrzebnego dystansu i są przez to znacznie silniejsze. Jest to też okazja, by poczuć się pewnie rozmawiając lub pracując w języku angielskim. Mimo bliźniaczych podobieństw w piśmie pomiędzy hiszpańskim, a portugalskim, niestety ciężko rozszyfrować w moim odczuciu wschodnio-europejsko brzmiącej wymowy tego języka.
Jeśli chodzi o szok kulturowy, którego wielu planujących wymianę się obawia, to jego skala jest na pewno kwestią indywidualną. Mnie nie dotknął on w jakimkolwiek zauważalnym stopniu, a do portugalskiej kultury zaadaptowałem się wyjątkowo łatwo. Jednak to jest SUBIEKTYWNE odczucie, wiele osób miało tu swoje cięższe chwile i myślę, że jest to absolutnie naturalne szczególnie podczas pierwszej wymiany i pozostawienia rodziny, znajomych i poniekąd dotychczasowego stylu życia w Polsce. Główne różnice do których trzeba się po prostu przyzwyczaić i nie ma sensu się im przeciwstawiać, to na pewno absolutny brak punktualności, lekki brak zorganizowania i ogólne roztargnienie Portugalczyków. Na moje szczęście są to cechy, które również posiadam i akceptuję, więc takie sytuacje rzadziej podnosiły mi ciśnienie. Ponadto, w sklepach nie znajdziemy śmietany, twarogu, mrożonych pierogów, niektórych słodyczy czy dobrych wędlin, z drugiej strony są tu zupełnie inne produkty jak choćby puszkowane parówki w zalewie czy tanie zielone wino, których nie znajdziemy w Polsce, co też należy docenić. Generalnie, taki wyjazd redefiniuje podejście do tego po co właściwie się studiuje i co ze studiów warto wyciągnąć. Ten okres kilku lat był z mojej perspektywy absolutnie ukształtowany przez wymiany Erasmus oraz ludzi, których podczas nich poznałem. Moim zdaniem jeśli tylko mamy możliwość i chęci, warto podjąć to wyzwanie i wyjechać.
Mikołaj Nalepka, student Zarządzania Międzynarodowego 2025-2027











