Skip to main content

Katedra Zarządzania Międzynarodowego i Logistyki

Martyna Buczek, Chiny, Zarządzanie Międzynarodowe

Martyna Buczek, Chiny, Zarządzanie Międzynarodowe

W ramach programu Erasmus+ spędziłam semestr w Chinach, w mieście Nanchang, studiując na Jiangxi University of Finance and Economics (JUFE). Mój pobyt trwał nieco ponad cztery miesiące.

Jeśli chodzi o samą uczelnię, muszę przyznać, że największym wyzwaniem okazały się kwestie organizacyjne. Już na etapie przygotowań do wyjazdu pojawiło się wiele problemów, między innymi uzyskanie podstawowych informacji, takich jak terminy semestru czy lista przedmiotów, było zaskakująco trudne. Po przyjeździe sytuacja nieco się poprawiła i łatwiej było uzyskać potrzebne informacje, natomiast formalności po zakończeniu wymiany przebiegły już bez większych problemów. Osoby odpowiedzialne za studentów zagranicznych były z reguły bardzo miłe i życzliwe, jednak sama organizacja pozostawiała wiele do życzenia.

Byłam jedyną studentką z programu Erasmus+ na uczelni. Oprócz mnie na jednosemestralnej wymianie studiowały jedynie trzy osoby z Rosji. Większość pozostałych studentów zagranicznych stanowili studenci z krajów afrykańskich, przede wszystkim z Maroka, którzy realizowali w Chinach pełne studia licencjackie lub magisterskie. Z tego względu integracja nie zawsze była łatwa, ponieważ większość osób znała się już od dłuższego czasu i miała swoje grupy znajomych. Dodatkowo uczelnia nie oferowała programu Buddy ani organizacji studenckiej wspierającej studentów zagranicznych.

Jedyną regularną inicjatywą integracyjną było Globe Cafe, czyli spotkania w języku angielskim, podczas których uczestnicy prezentowali swoje kraje, a następnie rozmawiali przy stolikach w międzynarodowym gronie. Była to świetna okazja do poznania nowych osób, choć z czasem wydarzenia odbywały się już tylko raz w miesiącu.

Pomimo trudności organizacyjnych bardzo pozytywnie wspominam sam pobyt w Chinach. Poznałam wiele interesujących osób i przez cały wyjazd czułam się mile widziana. Chińczycy byli bardzo ciekawi obcokrajowców, często podchodzili, aby porozmawiać, zrobić wspólne zdjęcie lub po prostu zapytać, skąd jestem. Szczególnie w Nanchang, które nie jest miastem typowo turystycznym, obecność osób zza granicy wzbudzała spore zainteresowanie.

Jednym z najciekawszych elementów pobytu była dla mnie również możliwość spróbowania wielu potraw, których raczej nie znajdzie się w chińskich restauracjach w Europie. Miałam okazję spróbować m.in. nóżek kurczaka, nóżek świni, języka gęsiego i wołowego, zupy z krwią świni, uszu świni, a także słynnego stinky tofu, które ze względu na swój bardzo intensywny zapach jest jedną z najbardziej charakterystycznych chińskich potraw. Nie wszystkie smaki przypadły mi do gustu, jednak cieszę się, że mogłam ich spróbować i lepiej poznać lokalną kulturę również od strony kulinarnej.

Oczywiście zdarzały się również sytuacje, które były dla mnie zaskakujące lub trudniejsze do zaakceptowania. Dotyczyły one głównie zachowań spotykanych wśród starszego pokolenia, takich jak spluwanie na ulicy, lub nawet na podłogę w budynkach, palenie papierosów w miejscach publicznych (zdarzało mi się spotkać z tym nawet w pociągach), chodzenie z podwiniętą koszulką i odsłoniętym brzuchem czy bardzo nachalny marketing uliczny. Zauważyłam jednak, że również wielu młodych Chińczyków nie pochwala takich zachowań.

Jednym z największych atutów wyjazdu była dla mnie możliwość podróżowania. Oprócz Nanchang odwiedziłam Pekin, Guangzhou, Changsha, Zhangjiajie, Chengdu, Szanghaj i Hangzhou. W kilku z tych miast podróżowałam całkowicie samodzielnie, nocując w tanich hostelach, gdzie pokoje dzieliłam z innymi podróżniczkami, najczęściej Chinkami. Było to dla mnie niezwykle cenne doświadczenie. Nauczyłam się samodzielnie planować wyjazdy, organizować transport i noclegi oraz przekonałam się, że podróżowanie solo daje ogromną swobodę i pozwala zwiedzać dokładnie tak, jak ma się na to ochotę. Dodatkowo również w hostelach udało mi się nawiązać parę ciekawych znajomości.

Spośród wszystkich odwiedzonych miejsc największe wrażenie zrobiło na mnie Zhangjiajie, słynące z niezwykłych formacji skalnych nazywanych „Avatar Mountains”. Szczególnie polecam odwiedzić Zhangjiajie National Forest Park oraz Tianmen Mountain. Równie mocno zachwyciło mnie Chengdu, przede wszystkim ze względu na wyjątkową atmosferę miasta i znakomitą kuchnię. Warto również odwiedzić tam People’s Park, napić się tradycyjnej herbaty, spróbować czyszczenia uszu wraz z masażem ramion i karku oraz skosztować lokalnych potraw, takich jak Mapo Tofu, Dan Dan Noodles, czy też Sweet Water Noodles (może i brzmi dziwnie, ale był to mój faworyt).

Podczas całego pobytu napotkałam oczywiście różne trudności, jednak ani razu nie miałam poczucia, że nie poradzę sobie z daną sytuacją. Wyjazd nauczył mnie większej samodzielności, elastyczności oraz radzenia sobie w nowych i nieprzewidywalnych okolicznościach. Zdecydowanie zyskałam również większą pewność siebie podczas podróżowania.

Osobom planującym wyjazd na Jiangxi University of Finance and Economics przede wszystkim polecam uzbroić się w cierpliwość. Warto przygotować się na to, że kwestie organizacyjne mogą być frustrujące i nie wszystkie informacje uda się uzyskać od razu. Przed wyjazdem dobrze jest również zainstalować aplikacje takie jak WeChat, Alipay, Amap oraz Trip.com, a także przygotować działający VPN, ponieważ wiele zachodnich usług internetowych w Chinach jest zablokowanych.

Mimo że sama uczelnia nie zrobiła na mnie szczególnie dobrego wrażenia pod względem organizacyjnym, ani przez chwilę nie żałowałam decyzji o wyjeździe. Gdybym miała wybierać jeszcze raz, ponownie zdecydowałabym się na ten wyjazd. Chiny okazały się niezwykle ciekawym, różnorodnym i pięknym krajem, oferującym zarówno wyjątkowe doświadczenia kulturowe i kulinarne, jak i niesamowite możliwości podróżowania. Jestem przekonana, że każdy znajdzie tam coś dla siebie.

Martyna Buczek, studentka Zarządzania Międzynarodowego 2025-2027